W japońskim Dome, które znamy między innymi z wyścigowych modeli Toyoty i Hondy, a także samochodów własnej marki, praca wre. Firma myśli o samochodzie na zwykłe drogi, który ukrywa na razie się pod kryptonimem Isaku, a także przygotowuje zupełnie nowy prototyp klasy Le Mans, który miałby wystartować za rok.
Dome w tym roku nie pojawi się w Le Mans. Rok temu firma startowała modelem S102.5, który był jedynie modyfikacją starszej maszyny. Auto w 24-godzinnym wyścigu Le Mans w barwach Pescarolo zdołało pokonać tylko 203 okrążenia (zwycięzcy zrobili 378 kółek). Na przyszły rok Dome szykuje prototyp S103, który będzie mógł startować w grupie LMP1 i LMP2, w zależności od silnika.
Na chwilę obecną S103 w ogólnym zarysie i koncepcji żyje na ekranach komputerów i jako rzeźba nadwozia w zmniejszonej skali testowane jest w tunelu aerodynamicznym. Firma zamierza informować o postępie prac na swoich stronach i w mediach społecznościowych, a samochód ma być gotowy na przyszły sezon, w którym do wyścigu Le Mans wraca również Porsche.
Dome Isaku, mające powstać w co najwyżej dwóch egzemplarzach, ma mieścić dwie osoby, mierzyć 4,27 metrów długości, 192 centymetry szerokości i mieć 2,7-metrowy rozstaw osi. Pojazd miałby waży około 900 kilogramów, bazować na karbonowym kadłubie i być napędzany silnikiem V6. Premiera auta planowana jest na rok 2015.
Samochody osobowe nie są dla Dome nowością, ale firma nigdy nie miała do nich szczęścia. Pierwszy z nich pokazano w 1978 roku. Był to słynny prototyp Dome Zero, jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy supersamochodów z Japonii z silnikiem umieszczonym centralnie. Sercem auta była 6-cylindrowa jednostka Nissana o pojemności 2,8 litrów, która produkowała 145 koni mechanicznych. Mimo chęci do produkcji auta nie doszło, a na drodze stanęły przede wszystkim japońskie przepisy.
Podeście numer dwa miało miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych w postaci supercoupe Jiotto Caspita. Auto było napędzane centralnie umieszczonym, 3,5-litrowym silnikiem Motori Moderni typu boxer o 12 cylindrach rodem prosto z Formuły 1. Motor rozwijał około 450 KM, co przy masie własnej około 1100 kilogramów pozwalało na rozpędzenie się do 100 km/h w czasie 4,7 sekund i osiągnięcie prędkości maksymalnej rzędu 320 km/h.
W roku 1990 jednostkę napędową wymieniono w prototypie na motor Judd V10, który wydzielał prawie 585 koni mechanicznych i sięgał korzeniami także do Formuły 1. W takim wydaniu maszyna mogła rozwijać 100 km/h w czasie tylko 3,4 sekund i rozpędzić się do co najmniej 345 kilometrów na godzinę. Załamanie rynku na początku lat dziewięćdziesiątych sprawiło, że samochód nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz